To był maj , pachniała saska kępa , pyliła lipa czy coś.

Omlette du fromage!

Uwielbiam maj.To chyba mój ulubiony miesiąc, tak właściwie. Miesiąc stworzony do bycia zakochanym i oddychania pełną piersią. Nawet gdy nie wszystko się układa, życie wydaje się znacznie przyjemniejsze. W ogóle jakaś tulaśna się zrobiłam ostatnio.
Udało się wyłapać taniuchne bilety do Polski mimo braku wiary - także naciesze się czerwcem Polandii.

W tą lepszą połowę roku lubię zasypiać przy odsłoniętym oknie. Budzi mnie wtedy nieśmiałe muskanie słońca o poranku. Od razu lepiej się wstaje no..a ja lubię pospać. Wstawanie nie jest moim ulubionym zadaniem.

 Pomału zaczynam wdrażać siłownię przed pracą w ramach codziennej rutyny. Gdy dzieñ dłuższy przychodzi to znacznie łatwiej. Chcę podkręcić sprawność. Człowiek od razu jakiś bardziej naładowany. Jak będe miałą trochę nadwyżki finansowej ( co może wydażyć się nigdy :)) to zamontuje sobie w sypialnii drabinke gimnastyczną. Kalistenika jest extra a póki co podziałam z tym co mam.

Z Dimmusiem wszystko dobrze. CHYBA. Znaczy ogon się w miare wygoił i futro odrasta ale dzisiaj jak poszłam z nim na piłeczkę do parku normalnie podniosl giczałe i obsikał swojego qmpla Golden  Retrivera. W życiu nie widziałam by kogoś obsikał. Złapałam buraka , dobrze że właścicielka z dystansem sama miała ubaw. Nie wiem co to miało znaczyć. 

 Geri ma się stabilnie. Oko nie wydobrzało do końca, ale też nie zachodzi mgłą, nie ropieje i nie boli. W połowie kwietnia drugi raz ścinaliśmy rogówkę, tę, która nie chciała się goić, i jedziemy na pastach przeciwzapalnych, licząc, że tym razem zagoi się do końca. Implant chyba działa, bo w głębszych warstwach oka zdaje się póki co, odpukać, nic się nie dzieje. Jak uda się wygoić rogówkę, wjedziemy jeszcze trochę ze sterydem i jeśli będzie dobrze, fajnie byłoby wrócić do pracy. Jegomość opierdziela się od roku. Spasł się strasznie. Stare siodło nadal się nie sprzedało, a nie wiadomo, czy to nowe w ogóle by teraz pasowało. Teraz jest na diecie i rozpacza… i tak o.

Ze sklepem działam sobie pomalutku. Co weekend pogrążam się w swojej wyobraźni i siedzę nad stronką i projektami. Trochę Printfula, trochę Shopify, a i jest czas na CapCuta. Ostatnio nawet wyciągnęłam maszynę do szycia i poprzerabiałam parę kiecek. Coraz lepiej mi to wychodzi, a pomysłów przybywa zamiast ubywać. Zapomniałam porobić zdjęcia przed i po, ale rzeczy, których wcześniej nie miałam nawet na grzbiecie, wyszły całkiem seksowne łaszki. Od teraz będę robić zdjęcia przed, w trakcie i po, bo zawsze miło spojrzeć na kontrast i efekty pracy. W pracy była wyprzedaż starego sprzetu więc wziełam dwa ekrany i lapka 13stkę- za groszę w sumie. Zrobiłam sobie centrum dowodzenia wszechświatem w sypialnii. No i teraz to rozumiem. Można działać.

Sezon grillowy rozpoczęty w zeszłą niedzielę. Co prawda karkówka nie wjechaa na salony ale za to boczuś był przedni. Na lige mistrzów panowie przynieśl mi wpisowe w postaci Ginger ale i tak to się kręci. 








Komentarze