Zły luty.


 Niedobry czas. Beniutek odszedł, chwile po Balbince. Problemy z serduszkiem i zatory. Tylko Dimmuś się ostał z trzch muszkieterów. Geri uszkodził sobie znów rogówkę więc musielismy odstawić steryd w kroplach i dostaje zastrzyki co 48 godzin. Co tydzień weterynarz bo jak. Kto ubogiemu zabroni bogato żyć. Na to  w pracy armagedon i kompletna restrukturyzacja przy pomocy firmy zewnętrznej - prawdopodobnie za miesiąc będe wolnym ptakiem- bez pracy. Nic mnie niby tu nie trzyma prócz kariery ale myśl   o pożegnaniu  Piotra z Dimmusiem (i w ogóle pożegnaniu przeprowadzce i zakończeniu rozdziału, zostawieniu tego co nazywałam domem itd  ) przyprawia mnie o łzy i ból głowy. Generalnie to uczucie , gdy tracisz coś co lata nazywałeś  codziennością  i nie masz na to wpływu -jest okropne.  Dorastałam z tą firmą w tym kraju , z tymi ludźmi.
Oferty pracy za 6k< w Polsce też nie sypią się do nóg a znajomi straszą jałowym rynkiem.  Nie mogę zarabiać mniej chcąc zatrzymać Geriego. Do tego rzeźniczy okres , huśtawka hormonów i mam ochotę zakończyć ten żywot raptownie. Tu i teraz. A najlepiej wczoraj w łóżku. 
Szczesliwie jutro tłusty czwartek. Tylko chruściki can save us. Ewentualnie pączusie. 

Także tak. Będziemy smażyć ciastki.

 Duuuużo ciastków.

PS. Niby wiedząc , że nic nie jest stałe, pewne i dane nam na zawsze-  człowiek wciąż za dużo się  łudzi i przywiązuje się do ludzi i rzeczy które wcale nie są dla niego dobre i wcale go nie definiują.

Dziwnie robić rzeczy, patrzeć na ludzi  czy miejsca z myślą, że to już ostatni raz.

Chciałabym czuć mniej, ale jest jak jest. Konsekwentnie otępienie nie przynosi spodziewanych rezultatów. 

także tak. Szczesliwie Nowy odcinek kropli Boga na Apple Tv już jest a i ogórkowa na kolację się pyrci. Jakoś to będzię. Be strong kwaczku. 



Komentarze