Styczeń 2026

Omlette du fromage świecie,

Mrugnęłam okiem i mamy nowy rok.
Stary trochę dał mi w ciry i mam nadzieję, że następny będzie jedynie lepszy i ciekawszy.
Ciało mi się zmieniło, mózg mi się zmienił, a nawet upodobania do spędzania wolnego czasu jakoś zmieniły kierunek.

Spędziłam tydzień ze zwierzakami i naładowałam baterie jak dawno mi się nie udało. Spędziłam trzy dni z rodzicami i były to jedne z najlepszych trzech dni, jakie z nimi spędziłam. Spędziłam cztery godziny w Merlinie i wystarczy mi to na najbliższe pół roku.

Alkohol to jednak jeden z gorszych narkotyków.

Tydzień z Gerim przypomniał mi, dlaczego się w to władowałam i jak duże szczęście mam, że Geryon przytrafił się właśnie mnie. To zdecydowanie mój ulubiony koń, a trochę ich poznałam w życiu.

Przypomniałam sobie również, że mam niezwykłe ciało i posiada ono silną zdolność adaptacyjną. Pomimo narastającego mrozu i niezbyt luksusowych warunków z każdym dniem czułam się lepiej i mogłabym tam utknąć na zawsze, pomimo obcierających, przemakających butów, utraconej rękawiczki i zbyt lekkiego na tę porę roku śpiworka. Budziłam się z zimna i okrywałam końską derką a paradoksalnie nawet nie złapałam kataru mimo , że wyjezdzajac czułam się podziębiona i wyszła mi febra na ustach- a czas spędzony w stajni rozpatruje w kategoriach- all inclusive. Głowa jednak robi robotę.   Oko grubcia na chwile obecną ma się lepiej pomimo tego , że zaraz po operacji postanowił podnieść mi ciśnienie uszkodzając rogówkę i uniemożliwiając spełnienie klinicznych zaleceń. Wszystko Idzie ku dobremu -tfu , tfu -odpukać. 

Uświadomiłam sobie też niestety, że rany chowam głęboko i chyba trochę w nich grzebię, nie dając im się zagoić. Po iluś latach miałam nieprzyjemność się o tym przekonać, wpadając na szuje. Niechęć i obrzydzenie do niego nic nie wyblakło, choć miałam taką nadzieję. Jedyne, co się zmieniło, to to, że było mi szkoda jego dziewczyny, a teraz mam poczucie, że trafił swój na swego i niech im ziemia lekką będzie.  To chyba mam we krwi po babci. Też była kiepska w wybaczanie. Nie lubię w sobie tej cechy, ale jakoś nie umiem zaakceptować takiego poziomu szujowizny i zgnilizny. Miałam nadzieję, że Merlin jest strefą wolną od tego gnoju. Niech chociaz hajs hapią na małym ujku. Chciałabym mieć więcej klasy i nieco mniej burzy w sercu ale jest jak jest . Więcej grzechów nie pamiętam -niespecjalnie żałuje. Właściwie to się cieszę , że nie rozbiłam mu szklanki na głowie. Miałam obawę , że może się tak stać jak wpadne na jego ścierwo pod wpływem alkoholu. Takze , może właściwie mam powody do dumy ? 👅Ironią losu jest , że przyprowadził do mojego życia wartość która koloruje mi rzeczywistość . A może to tak zawsze? nic za darmo? I jak coś dostajemy od życia to trzeba spłacić dług krwi ? kij wie.

Z Pauliną i Wiktorem wyskoczyliśmy na Avatara: Ogień i popiół. Musimy robić coś razem częściej. Świetny film. Jeśli widowisko typu Avatar, oglądany w kinie z odpowiednim nagłośnieniem, nie robi na kimś wrażenia, to obawiam się, że już nic nie zrobi. Można sobie gadać, że odgrzewany kotlet czy coś tam, ale jak człowiek po prostu zacznie czuć i widzieć, a przestanie analizować i oceniać, bawiąc się w Raczka, to jest to wspaniałe przeżycie. Bolesne, ale wspaniałe. Trochę szkoda Varang i jej plemienia. Dali się zaślepić krzywdą, jakiej zaznali, i na fali gniewu wystąpili sami przeciwko swojej naturze. Kilka godzin terapii, tuliś od odpowiedniej osoby, tościk z Nutellą… i byłoby po sprawie.

Zobaczyłam też w końcu F1 z Bradem Pittem. Ależ to jest dobry film. Istnieje coś takiego jak kryzys 60-latka? Mam wrażenie, że to 1 do 1 odpowiednik Mavericka Toma Cruise’a. Historia z grubsza ta sama. Konkluzja też, a mianowicie: nowa generacja jest fajna, ale krnąbrna i musi się nauczyć pokory względem 60-latków, którzy jeszcze mają coś do powiedzenia. Także balance i wzajemne uzupełnienie is a key… Co prawda nie ma takich fajnych facetów jak Sonny i to trochę film w stylu „zrobię sobie sam loda na 60-tkę”. Taki Disney dla 40-latków z happy endem i prysznicem z bezalkoholowego szampana w Abu Dhabi. No ale abstrahując, film zdecydowanie wciąga i zaraża fascynacją Formułą 1. Kurde, nigdy nie sądziłam, że w tym sporcie jest tyle gry zespołowej i strategii. Chyba zacznę śledzić.

PS. No ale na napisach na pewno już wypadłby mu dysk.

Fajny miniserial do obejrzenia na Netflixie: Zabójcza przyjaźń. Dobry twist nie jest zły. Punisher zawsze spoko.

Dimmuś znowu pod moją nieobecność rozwalił ogon. Dzisiaj czeka nas wizyta u weta. Piotrek ma chyba cieśń nadgarstka, przez co bardzo cierpi. Cierpienie udziela się psu i tak o. Wzajemnie się trochę nakręcają. O polityce może następnym razem, bo to, co się dzieje, przyprawia mnie o zawroty głowy. No i tak o.

Nowa blaszka od mamy- do kolekcji obok tej od Klaudii. Uwielbiam. Mała rzecz a robi robotę.

                                                    Kolejna mała rzecz która robi robotę :) 
Nowe krzesełko co by popracować nad core dla Geriego
Kubełek od siostry - raz , że z Meitisiem to jeszcze  mieści w sobie idealnie 2 latte. 
Kula z Geryonem też extra- Santa się spisał. 
Tak to jest. Małe rzeczy a robią dzień i prowokują uśmiech.
Trzeba tylko przypomnieć sobie jak je dostrzegać i doceniać.
Dzieci to mają.

Wspaniałego weekendu.

Komentarze